niedziela, 9 czerwca 2013

Kadry z wyspy i miasta Rodos, Cz.1.


Grecja

Wejście do Starego Miasta Rodos

Port Mandraki

Błędny rycerz. Mury Starego Miasta Rodos

Wejście na teren hotelu Mare Blue Cosmopolitan


Na skuterach w Grecji jeżdżą chyba wszyscy.



Klimatyczny lokal

Dlaczego ja nie mieszkam nad morzem? Ten turkus hipnotyzuje.

Lepiej wcześniej sprawdzić czego nie wolno robić w autobusach na Rodos

Szpital Joannitów (XV w.). Obecnie znajduje się tam Muzeum Archeologiczne.

Hotel Mare Blue Cosmopolitan

Czasem warto zgubić drogę powrotną do hotelu. Widok na miasto Rodos

Koty w mieście Rodos można spotkać wszędzie


niedziela, 26 maja 2013

Migawki z miasta /// instagram /// smartfon


Radom /// ul. Moniuszki 






    



 


   
Radom /// katedra

Radom /// ul. Rwańska

Wsola /// filiżanka Witolda Gombrowicza

Odlotowa kawa /// Port Lotniczy Radom

XXVIII Krajowa Wystawa Psów Rasowych w Radomiu

Nigdy specjalnie nie marzyłam o tym, aby mieć psa. Gdy mijam na ulicy większego, szczekającego osobnika paraliżuje mnie strach. Wystawy psów rasowych z niewiadomych powodów uwielbiam i staram się je co jakiś czas odwiedzać.

"Gliniarz i prokurator'

Czasem po prostu trzeba podjąć ryzyko, bez względu na to, kto jest nad tobą.

Jak żyć?

Ugryź, Pogryź i Przegryź

Przytul, Pogłaszcz i Pomerdaj

...

Nie ciągnij już...

Ready to go...

sobota, 11 maja 2013

Rosja, to stan umysłu. „Dzienniki kołymskie”

Męski punkt widzenia czyli recenzja Łukasza...

Trakt Kołymski to licząca ponad 2000 kilometrów droga łącząca Rosję z jednym z jej najdalej wysuniętych na północ regionów – Kołymą. To region, gdzie diabeł mówi „dobranoc”, pijany kierowca jest nie tylko normą, ale i koniecznością, a obok siebie żyją byli więźniowie polityczni i oficerowie bezpieki. Ten właśnie region zwiedził i opisał Jacek Hugo-Bader w książce-reportażu „Dzienniki kołymskie”. Kolejnym z serii wydawnictwa „Czarne”.

W czasach stalinowskich Kołyma była królestwem gułagów, a do tego jest „złotym sercem Rosji”, miejscem, gdzie cenny metal wydobywa się dosłownie gołymi rękoma. Ale trzeba być przygotowanym na ciężką walkę z przyrodą, bo rozpiętość temperatur przekracza 100 stopni Celsjusza, a zimą w niektórych miejscach notowano niewyobrażalne -70 stopni. Nikomu w Rosji specjalnie więc nie zależy na rozwoju tego regionu – liczy się raczej to, co można z niego wydobyć. A mimo to są ludzie, którzy chcą tam żyć.

Bohaterowie, których spotyka autor, są niby zupełnie różni. Jest miejscowy „baron” kontrolujący wydobycie złotego kruszcu. Są poprzetrącani życiowo byli łagiernicy, którzy nie byli w stanie odnaleźć się nigdzie indziej. Wojskowi, szukający celu w życiu. Zwykli, prości ludzie, którzy z niewiadomych przyczyn znaleźli spokój i właśnie zbudowali sobie swoje małe, bezpieczne światy – z dala od pędzącego rytmu rozwijających się wielkich miast.

Kołyma z „Dzienników” to taka stereotypowa Rosja w pigułce. Ludzie są prości, trochę zabobonni. Króluje kolesiostwo, kombinatorstwo, a wątroba puchnie od spożywanego alkoholu. Ot, rosyjska kultura biesiadowania. W poszczególnych rozdziałach Hugo-Bader opisuje kolejne „przystanki” w których zatrzymywał się w podróży. Każdy przystanek to kolejni bohaterowie, kolejne opowieści. A im dalej na Wschód, tym bardziej wehikuł czasu przyspiesza. I zabiera nas coraz dalej w przeszłość.

To powinna być przygnębiająca książka, bo za każdą historią idzie jakaś tragedia, gułag, rozdzielona rodzina, bieda. Nie jest, za sprawą bohaterów, absolutnie pogodzonymi z realiami życia „poza światem”, na swój sposób kochających swoją przedziwną ojczyznę. Gdzieś tam miałem co prawda wrażenie, że pod koniec swojej podróży sam autor był już trochę zmęczony Kołymą, bo pierwsze 600 kilometrów „zajęło mu” tyle samo miejsca, co pozostałe 1500. Ale jak tu się nie zmęczyć, gdy każdy rozmówca swoją opowieść niezawodnie zaczyna od... otwarcia butelki?

niedziela, 5 maja 2013

"Maria Antonina. Z Wiednia do Wersalu" Juliet Grey

Maria Antonina, to niejedyna tragicznie zmarła władczyni. Ale to historia życia francuskiej królowej wciąż fascynuje historyków,  pisarzy, a także czytelników. Powstają kolejne opracowania, filmy, książki. Niedawno ukazało się wydawnictwo Juliet Grey "Maria Antonina. Z Wiednia do Wersalu". Czy różni się czymś od poprzednich? Zdecydowanie tak. Nie jest to zbiór suchych faktów prezentujących losy habsburskiej arcyksiężniczki, naukowa analiza. Jest to powieść inspirowana prawdziwymi wydarzeniami, lekka i bardzo plastyczna. Autorka nie mogła ominąć ważnych historycznych faktów, ale nie obciążyły one fabuły. Najważniejsza jest mała Maria i jej obraz świata.

Książka jest pierwszą częścią trylogii, dlatego skupia się na dzieciństwie najmłodszej córki cesarzowej Austrii. Dziewczynka dorasta pod ogromną presją. Ma świadomość, że kiedyś w ramach politycznych rozgrywek matki, zostanie oddana w ręce nieznanego władcy. Tak też się dzieje, w wieku zaledwie czternastu lat poślubia dwa lata starszego Ludwika Augusta Burbona i trafia do lśniącego przepychem, rozplotkowanego i śmierdzącego uryną Wersalu. Tak, tak, nie pomyliłam się. Maria Antonina jest zaskoczona, że w tak niezwykłym pałacu brakuje toalet, a dworzanie potrafią swoje fizjologiczne potrzeby załatwiać w miejscach publicznych. 

Wspomniałam już o bogactwie opisów tworzonych przez Juliet Grey. Nie mogę więc zapomnieć o wielowątkowości powieści. Autorka umieszcza swoją bohaterkę na wielu planach. Nie skupia się na jednym wydarzeniu i nie objaśnia go w każdym możliwym szczególe. Jako czytelnicy mamy możliwość towarzyszyć księżniczce w oficjalnych uroczystościach, a także podglądać życie prywatne, poznać jej poglądy. Czasem narracja prowadzona jest w pierwszej osobie.

Nie będę ukrywać, że fabuła powieści "Maria Antonina. Z Wiednia do Wersalu" nie jest wymagająca. Jeśli ktoś szuka pracy naukowej, to na pewno nie jest to pozycja dla niego. Spodoba się jednak każdemu, kto fascynuje się tragiczną historią życia Madame Deficite i lubi dworskie intrygi.
 

sobota, 20 kwietnia 2013

Maria Nurowska. "Drzwi do piekła"

"Najbardziej skandalizująca powieść Marii Nurowskiej!" Czytam w tekstach promujących książkę "Drzwi do piekła". Może jest to najmocniejsza powieść pisarki, ale skandalizującą bym jej nie nazwała. Główna bohaterka to Daria. Poznajemy jej życie od dzieciństwa do czasu, kiedy zostaje żoną dużo starszego od siebie Edwarda, redaktora pisma literackiego. To on jako pierwszy widzi jej talent pisarki oraz kobiecość. Nikt jednak nie zna prawdziwego oblicza ich związku. Trudno bowiem byłoby komukolwiek zrozumieć dziwną grę jaką prowadzą między sobą. Grę, która świadczy o ich niedojrzałości emocjonalnej. Mimo dziwnego uczucia jakim się darzą okazuje się, że Edward ma dwie twarze. Drugiej Daria nie może zaakceptować. Zabija męża. 

Skazana na dwanaście lat za zbrodnię w afekcie, trafia do więzienia dla kobiet. Do tytułowego piekła. W zamknięciu uczy się akceptacji samej siebie, chociaż życie za murami nie należy do najłatwiejszych. Musi nauczyć się egzystować w świecie twardych zasad. I właśnie w opisach tego więziennego świata pojawiają się te mocne wątki. Dotyczącą lesbijskiej miłości i gwałtów dokonywanych przez kobiety na kobietach. Przyznam, że zaskoczył mnie jeden z opisów, ale skandalicznym, bym go nie nazwała. 

W "Drzwiach do piekła" Nurowska pokazuje swoją nową twarz jako pisarka. Odchodzi od schematów. Ale cieszy fakt, że pozostaje wierna tematyce kobiecej. 

środa, 10 kwietnia 2013

Maja Łozińska. "Smaki dwudzistolecia. Zwyczaje kulinarne, bale i bankiety"

"Smaki dwudziestolecia. Zwyczaje kulinarne, bale i bankiety"

Kuchnia, to bardzo trwały element kultury człowieka. Nawet nie zapisane przepisy i obyczaje żyją z pokolenia na pokolenie, napisał Jan Łoziński we wstępie do książki "Smaki dwudziestolecia. Zwyczaje kulinarne, bale i bankiety". Trudno się z nim nie zgodzić. Polacy od lat uwielbiają rosół, kotlety schabowe, bigos i oczywiście pierogi. Mimo wszystko wraz z upływem czasu nasze obyczaje, przyzwyczajenia kulinarne i styl życia się zmieniają. Pod tym względem dziś od lat 20. i 30. XX w. dzieli nas już przepaść.

Jak się wtedy żyło, jak prowadzono domy? Zmiany cywilizacyjne i ekonomiczne dokonujące się wówczas na świecie objęły także odradzającą się Rzeczpospolitą. W miastach powoli rezygnowano ze służby, kobiety podejmowały pracę zawodową i aby przygotować posiłki dla swoich rodzin musiały upraszczać dotychczasowe menu. Coraz chętniej zaczęto też jadać warzywa i owoce. Jak można przeczytać w "Smakach dwudziestolecia" szybko zmieniał się też model życia towarzyskiego w dużych miastach. Zamiast wizyt w domach preferowano spotkania w restauracjach, kawiarniach, tam też organizowano bale i bankiety, najchętniej z daniami kuchni francuskiej. Oczywiście lokalach najczęściej przesiadywali zamożni mieszkańcy miast.

Osiadłe w wiejskich dworach rodziny ziemiańskie najchętniej jadły potrawy tradycyjne wyrosłe ze szlacheckich wzorców. I im dalej na wschód tym wierność tradycji była mocniejsza. W niektórych miejscach przyrządzano nietypowy deser pochodzący z Ukrainy. Do jajka ugotowanego na miękko wbijano słomkę, przez którą kucharz wysysał żółtko, a potem w jego miejsce wtryskiwał prosto z ust krem czekoladowy krem. Na koniec jajko obtaczano w cukrze pudrze z wanilią. Byli tacy co pojąwszy metodę przyrządzania tego specjału rezygnowali z posiłku.

W książce Mai Łozińskiej też wiele ciekawostek o handlu spożywczym w sklepach, na rynkach, targowiskach i w halach. Klienci bazarów często padali ofiarą oszustów fałszujących żywność starymi "domowymi" metodami. Niektóre z nich stosuje się chyba do dziś. Śniętym rybom malowano skrzela na czerwono, konina udawała znacznie droższą wołowinę, do masła dodawano surowe tarte kartofle i dla koloru nieco soku z marchwi, do mleka dolewano wody , a chude mleko i śmietankę zagęszczano mąką lub zmieloną kredą (!), a także zaprawiano sodą, aby nie kwaśniało.

W rozdziale "W restauracjach i kawiarniach" znalazłam też wątek dotyczący Radomia. "W poszukiwaniu kulinarnych przygód wybierano się także na prowincję. Z dobrej kuchni znane były restauracje Radzymińskiego z Lublinie, Berensa z Kazimierzu nad Wisłą, Ratajskiego w Krasnymstawie i Wierzbickiego w Radomiu". U tego ostatniego bywało wielu popularnych aktorów dwudziestolecia: Loda Halama, Kazimierz Krukowski, Stefan Jaracz, Ludwik Solski, Ludwik Sempoliński czy Tola Mankiewiczówna. Jak czytamy w książce: "W soboty i niedziele przed radomską restauracją parkowały eleganckie limuzyny gwiazd ciekawych nowych, smakowych wrażeń obiecywanych w menu. Kusiła galantyna z drobiu i pasztet z dziczyzny, ozór peklowany z chrzanem, gulasz po węgiersku i pularda w białym winie z selerami.". Tygodnik "Świat" w 1933 r. donosił: "Czy wiecie jaka restauracja w Polsce zdobyła obecnie największe uznanie naszych gastronomów? Stolica sromotnie zdystansowana, Tak samo Poznań ze swym bazarem, Kraków z Grand Hotelem, Lwów z Żorżem. Tryumfuje jedno ze skromniejszych miast prowincjonalnych. Radom!".

"Smaki dwudziestolecia. Zwyczaje kulinarne, bale i bankiety" to także piękny album, który nie tylko słowem, ale także obrazem przenosi nas za stół  dwudziestolecia międzywojennego.

Sprzedaż śledzi na rynku w Bydgoszczy, 1925 r.

 
Jadalnia w zamku prezydenta RP w Wiśle, 1931 r.

Automaty z kanapkami, 1931 r.

Warszawska kawiarnia, lata 30.

Serwis "Kula" z Ćmielowa

Bolesław Leśmian z córką w kawiarni

Bal sylwestrowy z teatrze Morskie Oko w Warszawie. Pierwsza z lewej Zula Pogorzelska, Janin Sokołowska, Władysław Walter i Eugeniusz Bodo, 1930 r.

 

Przyjęcie u Ryszarda Ordyńskiego

Jerzy Blikle

 
Przyjęcie noworoczne u prezydenta Ignacego Mościckiego

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

"Sprawa Niny S." i "Requiem dla wilka" Nurowskiej

Kontynuuję przygodę z Marią Nurowską. Za mną lektura "Sprawy Niny S." i "Requiem dla wilka". Polecam obie książki, chociaż druga z nich bardziej przypadła mi do gustu. Dziś idę na łatwiznę, tylko opisy wydawcy.

 

"Sprawa Niny S."
Radca prawny Jerzy Baran zostaje zastrzelony w swoim warszawskim mieszkaniu. Śledztwo prowadzi komisarz Zawadka, doświadczony policjant, wciąż szukający spełnienia zawodowego - zadania, które odmieni jego życie. Instynkt podpowiada mu, że taka sprawą będzie zabójstwo Jerzego B. Do zbrodni przyznaje się była konkubina denata, pisarka Nina S., jednak komisarz nie daje wiary jej wersji wydarzeń. Aby dotrzeć o prawdy, studiuje dziennik pisarki i zeznania jej córek bliźniaczek. Poznaje losy trzech kobiet. Ich pragnienia, lęki i skrywane od lat tajemnice. Wkracza do świata, w którym miłość splata się z podłością, a o uczucie i godność trzeba nieustannie walczyć. To świat, w którym za chwilę nieuwagi i nieostrożności płaci się wysoką cenę.
Maria Nurowska po mistrzowsku nawiązuje do gatunku powieści kryminalnej, aby wygłosić pean na cześć miłości między matką a córkami, między siostrą a siostrą. Złemu światu mężczyzn przeciwstawia czuły i delikatny świat kobiet. Toksycznemu uczuciu - doznanie, które wyzwala. Bohaterowie Sprawy Niny S. to postaci tragiczne. Wtłoczone w tryby historii i niebezpiecznych namiętności. 

"Requiem dla wilka"
Kontynuacja głośnej powieści "Nakarmić wilki" z 2010 r. Młoda reżyserka Joanna przyjeżdża w Bieszczady, do wsi, w której przebywała, Katarzyna. Dziewczyna chce się spotkać ze swoim idolem, starszym reżyserem, który w Bieszczadach kupił dom. Z początku niechętny jej mężczyzna po jakimś czasie zaczyna się nią interesować. Okazuje się, że pamięć o Kasi jest we wsi ciągle żywa, jej tajemnicze losy wciąż nie dają spokoju tym, którzy się z nią zetknęli. Mieszkańcy odnajdują w Joannie podobieństwo do zmarłej tragicznie doktorantki, zdarza się, że pytają: „Pani ożyła?". Zaintrygowana tym reżyserka zaczyna szukać informacji o swojej poprzedniczce, kontaktuje się z jej uczelnią, wynajmuje chatę, w której mieszkała. Nic nie wie o lesie ani o zwierzętach, ale zaczyna żyć życiem tamtej dziewczyny, i choć nie zna zachowań wilków, postanawia odszukać je i sfotografować. 
Historia komplikuje się jeszcze bardziej, gdy w życiu Asi pojawia się Olgierd, pilnie strzegący wilków i swojej pamięci o Katarzynie. Życiem kobiety zaczyna rządzić fascynacja dwoma mężczyznami - wybitnym artystą i skrytym naukowcem, ale przede wszystkim zagadkowymi dzikimi zwierzętami, których odnalezienie staje się jej obsesją.

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

"Reporterka. Rozmowy z Hanną Krall" Jacka Antczaka

Kim jest Hanna Krall? Odpowiedź jest prosta. Autorką książki "Zdążyć przed Panem Bogiem" opartej na wywiadzie z Markiem Edelmanem, a także wielu reportaży m.in.: "Trudności ze wstawaniem", "Tańca na cudzym weselu", Dowodów na istnienie", a także "Wyjątkowo długiej linii" i "Króla Kier znów na wylocie". A jak Hanna Krall postrzega własną twórczość, świat, zawód, czytelników i samą siebie? Na to pytanie już trudniej odpowiedzieć, bo pisarka nie lubi o sobie opowiadać. Antczak zdecydował się jednak zaryzykować i pokazać jej prawdziwą twarz. 

Sposób na "Reporterkę" był skomplikowany i jak sam auor napisał we wstępie książki, wymagał benedyktyńskiej cierpliwości. Wywiad-rzeka powstał z cytatów. Rozmów, wypowiedzi (prasowych, dla tv, radia, na czatach internetowych), wywiadów jakich Krall udzieliła w swoim życiu. Z tymi rozmowami autor i bohaterka podczas autoryzacji poczynali sobie ponoć dość swobodnie. Były skracane, pozbawiane pytań, poprawiane stylistycznie. Wszystko po to, aby było składnie, na temat, z sensem i bez powtórzeń. Mimo tak dużej ingerencji tekst czyta się znakomicie. Rozmówczyni jest przekorna, zadziorna. Czy arogancka? Nie, ale czasem na jakby źle zadane pytania odpowiada z lekką nutką irytacji. Jej słowa potwierdzają jak ogromnie doświadczoną jest reporterką i, że po latach ma już swój własny, niepowtarzalny styl pracy. Reporterka wyjaśnia również czytelnikom, dlaczego ocala pamięć o ofiarach Holokaustu i dlaczego tak rzadko wychodzi poza tę tematykę. Dzięki książce poznajemy genezę jej książek.

I chociaż z niektórymi poglądami Hanny Krall można się nie zgadzać, to miłośnicy jej twórczości, dziennikarze, a także przyszli reportażyści powinni koniecznie przeczytać "Rozmowy" Jacka Antczaka.

"Jaka jest, pani zdaniem, specyfika zawodu reportera?
Uprawianie reportażu to zajęcie najbardziej z merytyczne w naszym fachu dziennikarsim. Wielu kolegów traktuje dziennikarstwo jako sposób , jako drogę do czegoś, np. do polityki. Inni są działaczami społecznymi, a dziennikarstwo jest polem do ich działania. Bardzo wielu chce zarabiać duże pieniądze i zarabiają. Są to dziennikarze pracowici, solidni, szybcy, dobrzy fachowcy. Dla reportera najważniejszy jest reportaż. Nie pieniądze, nie kariera, bo nie robi się ani pieniędzy, ani kariery na reportażu, nie polityka i nie naprawianie świata, chociaż taki ambitny zamiar jeszcze się zdarza. Dla reportera najważniejszy jest reportaż, czyli  zapisu świata".

"Sporządza pani notatki?
Zawsze. Dokładnie, bardzo dokładnie notuję, kiedy prowadzę rozmowę. >>A co pani tam notuje<< - pytają mnie czasem. A ja notuję nie to, co akurat mówią, to, co wisi za nim na ścianie albo jak się zachowują. Zdarza się, że w ogóle nie wyciągam notesu, kiedy to może kogoś speszyć. Nie lubię pracować z magnetofonem, bo potem człowiek jest niewolnikiem taśmy. Dosłownie powtórzone zdania są rozwlekłe i nudne. Ja zagęszczam, z wielu zdań robię jedno. Dokładnie takie zdanie mogło w ogóle nie paść, a mimo to jest prawdziwsze niż wypowiedziane. (...)"  


środa, 20 marca 2013

"Bić się do końca. Podziemie niepodległościowe w regionie radomskim w latach 1945-1950"

"Bić się do końca. Podziemie niepodległościowe w regionie radomskim w latach 1945-1950", to najnowsze wydawnictwo Krzysztofa Busse i Arkadiusza Kutkowskiego, pracowników radomskiego IPN. Jak piszą sami autorzy we wstępie, publikacja nie ma ambicji naukowych. Jest rodzajem pięknie wydanego  albumu, prezentacją fotografii i dokumentów uzupełnionych o komentarz historyczny, który odtwarzając w lapidarnym skrócie dzieje podziemia na ziemi radomskiej ma pozwolić czytelnikowi zrozumieć postawy i motywacje ludzi mających odwagę bić się po wojnie z komunistami. Wiele z prezentowanych materiałów nie było nigdy dotąd publikowanych. 

W kolejnych rozdziałach można znaleźć informacje o początkach nowej konspiracji, epopei Związku Zbrojnej Konspiracji, konspiracji leśnej czy aparacie represji ówczesnych władz.